Opowieści do papieroska [recenzja]

Opowieści do papieroska [recenzja]

Ach co to za debiut! Paweł Sołtys, znany szerzej pod pseudonimem Pablopavo, jako pisarz debiutuje wreszcie książką (wcześniej publikował opowiadania w różny czasopismach). Mikrotyki uzupełniają jego dorobek muzyczno-tekściarski oraz wywiad graficzny Dym, który narysował Marcin Podolec.

Sołtys jest przykładem tego, że z tym „czymś” człowiek się rodzi i czego się nie dotknie zamienia w dzieło. To nie jest tak, że to „coś” działa na pstryknięcie palców. Jest pewnym zwieńczeniem doświadczenia zbieranego po drodze. Stąd też Mikrotyki wpisują się stylem w działalność muzyczną Pablopavo oraz klimat wspomnianego komiksu.

Mikrotyki to zbiór mikro-opowiadań. Króciutkie teksty mieszczą się na niespełna stu pięćdziesięciu stronach. To zupełnie wbrew sprzedażowym trendom tomiszczy, które dobrze mają wyglądać na półkach. Czy to niebezpieczne bo może zagubić się na naszym regale lub być zakryte na „kupce wstydu? Nic z tych rzeczy. Zbiór leżeć będzie w honorowym miejscu na nocnym stoliku.

Opowiadania, mimo niewielkiej długości, czyta się powoli, smakując język, którym posługuje się Sołtys. Lektura jednego zajmuje mniej więcej tyle, co spalenie papierosa, gdy się nim delektujemy. Same papierosy to zresztą częsty motyw w twórczości Pablopavo. Mimo tego, że lektura trwa chwile, to pozostawia w czytelniku coś, co powoduje szczerą chęć refleksji. To gęste opowieści… gęste jak dym z papierosów w zatłoczonym pomieszczeniu.

A jaki jest ten język używany przez Sołtysa? Jego porównania są tyleż nieoczywiste, co trafiające w sedno problemu, który opisuje. I tak np. obserwacja alkoholika czekającego na trunek w soczewce autora Mikrotyków brzmi: „Ja widziałem, widziałem dokładnie, że jego wątroba, serce i nerki rozpadały się i wyglądają jak mrożone kostki marchewki gdy rozerwie się torba, a ty stoisz nad tą nagłą kupką na podłodze i mówisz: kurwa” (s. 116).

Ten przedrostek „mikro-” przyjmuje tu wiele znaczeń. Sołtys w swoich opowieściach przygląda się społeczeństwu na poziomie mikro. Interesują go zwykli ludzie w codziennych sytuacjach. Często w naszym otoczeniu są takie postaci, które opisuje Pablopavo. Podobne wydarzenia były nie raz naszym udziałem. Jednak w Mikrotykach, że z tych sytuacji możemy wyciągać więcej.

Trzeba więc sięgnąć do swoich wspomnień. A jak pisze Pablopavo: „Tylko wspomnienia są odpowiednio gęste, mazoliste, przedziera się przez nie człowiek jak przez błoto, przez ciężki brązy i lepkie szarości” i dalej: „W tej gęstwienie nie ma fryzjerów, jest tyko Anka, uczennica szkoły fryzjerskiej. Szczupła, ale zgrabna, w ogóle ładna, na czwórkę w szkolnej skali, poza ćwiercią twarzy” (s. 47). Tak właśnie składamy swój świat wg. Sołtysa. Jak wspominasz liceum? Widzisz wtedy piwo pite za szkołą tego dnia, gdy Ania/Basia/Kasia nie przyszła na lekcję po wczorajszej imprezie? Wspomnienie jest chwilą. Chwilą gęstą od szczegółów. A dzięki Pablopavo możesz je z siebie wyciągnąć, choć nie wiedziałeś, że tyle lat je w sobie nosiłeś.

W opowiadaniu Szlugi poznajemy kolejne marki papierosów palonych na różnych etapach życia. Jedne wybierało się bo tańsze, innej bo wujek rzucił i dał. Albo: „pierwsze trzy to były camele. Fama, że z wielbłądzich gówien, trochę mnie odstraszyła, ale koleżanki były starsze, miały autorytet, wprawę i piersi. Uczyły mnie najskuteczniejszą z metod: >buch, mama idzie!<” (s. 107-107). Nasza historia, jest tez historią rzeczy.

W Mikrotykach znajdziemy też sporo bohaterów „naznaczonych”. To naznaczenie przybiera różne formy. Chodzi o ludzi, którym przypisujemy jakąś cechę, by ją wyolbrzymić, a na końcu utworzyć z niej metonimię całej postaci. Tak, tak właśnie robisz. To pokazuje Pablopavo. A Ty czytelniku „Fabularii” kim jesteś w oczach znajomych? Np. tym kumplem/kumpelą, który ma wiecznie książki na podłodze?

Sołtys na swój sposób przedstawia nam technikę swojego pisania. Opowiadanie Ballada grubego poety w marynarce rozpoczyna od zdań: „Ubierać te przygody w słowa. A czasem rozbierać, zrywać, podpalać ściegi i patrzeć, jak skapują lepkim ogniem, w dziewięćdziesiątym mówiliśmy na to >katiusze< i całe ręce mieliśmy w drobnych zgorzelinach, jak piegowaci” (s. 110). Kończy je zaś wyrazista formuła: „no, mniej więcej o to chodzi”.

Do tego dochodzi „warszawskość” Pablopavo. Po prostu ją czuć, jak jest to w książkach Sylwii Chutnik. Nie jest to jednak opowieść o kolorowych galeriach handlowych (choć w jednym opowiadaniu bohater udaje się do supermarketu wraz z dzieckiem, co oczywiście rodzi wiele przygód), ale o szarych i zapomnianych osiedlach w stolicy. Obserwujemy więc trzepaki, boiska czy wreszcie lokale z alkoholem, w których pozostały na stołach PRL-owskie ceraty, a i ludzie trochę mniej gonią za XXI wiekiem.

Mikrotyki zdobyły nominacje chyba we wszystkich ogólnopolskich nagrodach, do których mogły startować. Ja szczerze życzę powodzenia. Poczekam teraz na kolejny krok Sołtysa i dłuższą narrację o nim, o nas, o społeczeństwie i o kraju. O tym wszystkim co widzi za chmurką wydychanego dymu.

Recenzja ukazała się w „Fabularie” nr 1/2018 [16], s. 71-72.

Autor: Paweł Sołtys
Tytuł: Mikrotyki
Wydawnictwo: Czarne
Premiera: październik 2017
Stron: 144

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.