„Ulice Szczecina” [recenzja]

„Ulice Szczecina” [recenzja]

Kiedyś na zajęciach poświęconych literaturze regionu wykładowca dał nam zadanie opisania ulicy Szczecina, która była dla nas w jakiś sposób ważna. Nie chodziło tylko o opis tego jak wygląda dziś, ale sięgnięcie głębiej w jej historię i to, czego była świadkiem. Inspiracją do tego działania była książka „Ulice Szczecina” Artura Daniela Liskowackiego.

Zadanie to wymagało poszperania w różnych miejscach, ale też na przykład przyjrzenia się detalom budynków, które są tam o lat, często zapomniane, a z wielu powodów bardzo znaczące. Tak samo jest z nazwami ulic. Zastanawialiście się skąd pochodzi i co znaczy nazwa waszej ulicy? Albo jakie były jej wcześniejsze nazwy? Na portalu sedina.pl znajdziecie wyszukiwarkę, dzięki której możecie sprawdzić niemieckie nazwy ulic i dzielnic.

Ten sam wykładowca przeczytał nam fragment wiersza Liskowackiego „Kalt-Warm” z tomu „Atlas ptaków polskich”. A brzmi on tak:

„pierwsze słowa
nie mojego języka
poznałem we własnym domu
odkryłem je
przy żebrach kaloryfera
na gałce której nie mogłem jeszcze
objąć dłonią
ani pamięcią”.

Chodzi tu oczywiście o gałkę od kaloryfera w starej poniemieckiej kamienicy. Może u Was też kryją się jakieś tajemnice? Niekoniecznie w samym mieszkaniu, może na fasadzie budynku, albo na ulicy właśnie. Nakładanie się kultur w przestrzeni miejskiej w Szczecinie jest widoczne gołym okiem. Na większości skrzyżowań w centrum znajdziemy przeplatankę kamienic poniemieckich, topornych budynków PRL-owskich i budownictwa współczesnego. Czasem jednak warto im się przyjrzeć bardziej, i to znajdziemy u Liskowackiego.

Pierwsze wydanie „Ulic Szczecina” ukazało się nakładem wydawnictwa Albatros w 1995 r. Wraz z dwoma kolejnymi książkami „Cukiernicą pani Kirsch” (1998) oraz „Eine Kleine” (2000) tworzyły tryptyk. Choć nie łączyła ich ciągłość narracyjna, to zainteresowanie polsko-niemiecką tożsamością miasta spajało te opowieści. Największy sukces odniosła powieść „Eine Kleine”, która znalazła się finale Nagrody Literackiej NIKE w 2001 r. W publikacji tej Liskowackiego interesuje przede wszystkim pograniczność Szczecina. Autor opisuje Niemiecki Dom Kultury imienia przyjaźni polsko-niemieckiej w Szczecinie, który funkcjonował w mieście w latach 1949-1955. Dziś pierwsze wydania wszystkich książek z tryptyku to białe kruki.

Te książki Liskowackiego wpisują się w ogólnopolski trend występujący w tym czasie. Chodzi o nurt literatury regionalnej, który powrócił w Polsce w ostatniej dekadzie XX wieku, za sprawą m.in. Gdańska i debiutanckiej powieści „Weiser Dawidek” Pawła Huellego (1987) oraz późniejszego „Hanemanna” Stefana Chwina (1995), czy „Domu, snu i gier dziecięcych” Juliana Kornhausera (1995), w których autor opowiada o losach Gliwic.

Powróćmy jednak do „Ulic Szczecina”. Są one zbiorem krótkich esejów, w których Liskowacki opisuje w sumie 21 ulic. Trochę zagląda w ich historię, a trochę posiłkuje się innymi tropami, które mogą mieć wpływ na osoby, które poruszają się w tej przestrzeni. I tak o placu Grunwaldzkim autor pisał; „Istnieją fotografie, na których Kaiser-Wilhelm-Platz ustrojony jest w gigantyczne jakieś wiechy z zielonych gałązek i wstążek z zatkniętymi u ich wierzchołków czerwonymi flagami z czarną swastyką. Zaraz więc bieg skojarzeń: plac-słońce-ogień. Ogień oraz symbolizujący go crux gamma – swastyka. Swastyka: koło słoneczne o promieniach złamanych w taki sposób, że powstaje wrażenie ruchu okrężnego”. Patrzyliście kiedyś w taki sposób na to miejsce?

Z okazji dwudziestolecia urodzin książki ukazał się w 2015 r. kolejny tom „Ulice Szczecina (ciąg bliższy)”, zaś rok później wznowienie „Ulic Szczecina” (rozszerzone o 3 ulice). Obie publikacje wydało szczecińskie Wydawnictwo FORMA. W drugich „Ulicach” znajdziemy mniej opisanych miejsc, bo są tam tylko ulice: Piotra Skargi, Montwiłła, Wielkopolska, Tuwima, Herbowa, Krzywoustego, Mickiewicza, Łucznicza oraz Plac Hołdu Pruskiego, a dodatkowo część z nich powtarza się z tymi, które poznać mogliśmy w pierwszej. Jednak opowieści te są bardziej rozbudowane, bo jak przyznał sam Liskowacki w posłowiu, w pierwszej części „uczył się” Szczecina. Przy tym pięknie pisał, że: „przeszłość – abstrahując od Wielkiej Historii narodów i państw – narasta, jak ziemia, warstwami o różnej morfologii i zmiennym składzie; a współczesność – rozkopując ją – wybiera z niej to, co uzna za wartościowe dla siebie, odrzucając zaś i skazując na zapomnienie to, co nie pasuje do jej wyobrażenia o sobie”.

Jesteśmy złożeni z przeszłości, czy tego chcemy czy nie. Dlatego warto kopać i odszukiwać kolejne warstwy tkanki ulic i siebie. Odsyłam do książek, obydwóch. Pierwsze „Ulice” zatrzymały jeszcze historię sprzed ponad dwóch dekad m.in. z kinem Kosmos i Gontynką, tworząc przy tym cienką warstwę tej współczesnej historii. Odsyłam również do zabawy, w której poszukujemy tego, jak i czym, nasze ulice wpływają na nas, jako mieszkańców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.